Opowiadanie fanfiction, tylko wytwór mojej chorej wyobraźni.
Wszelkie podobieństwo do prawdziwych osób (poza osobami siatkarzy) i zdarzeń przypadkowe.
Występują słowa powszechnie uważane za wulgarne.
Opowiadanie nie ma na celu urażenia kogokolwiek.

INFO: gdyby ktoś mnie tu szukał, to tu mnie nie ma. Jestem na FLY INTO ME. Wracam do korzeni. Do pierwszego sportu i jednego z pierwszych ulubionych. Do Gregora.

wtorek, 5 lipca 2016

Mini blok reklamowy

Nowego kubiakowego rozdziału nie ma i nie wiem, kiedy będzie, za co przepraszam.
Przepraszam też za nieobecność u Was. Postaram się wszystko ponadrabiać jak najszybciej, zanim znowu będę na trzy tygodnie wyjęta z życia, tym razem przez ŚDM i pielgrzymkę.
Tymczasem zapraszam na mój mini powrót do pisarskiego świata żywych. Napisało mi się coś. O siatkarzu nawet. Tak trochę.
Blog z miniaturkami wiecznie żywy.

poniedziałek, 9 maja 2016

Rozdział V

Zostawiła mu kartkę z numerem telefonu, napisał jeszcze tego samego dnia, wieczorem, wpatrując się w popękany sufit w spalskim pokoju. Wymienili kilka zdawkowych wiadomości, bez większego znaczenia, trochę kurtuazji, podziękowanie za dotrzymanie towarzystwa w podróży i nadłożenie drogi, żeby odwieźć ją do Bydgoszczy.
Bez znaczenia, bez konsekwencji, bez jakiegokolwiek emocjonalnego zaangażowania. Tak mu się przynajmniej wtedy wydawało. Tak to miało wyglądać.
- Z kim piszesz, co, Misiek?
Niechętnie podniósł wzrok, spoglądając na siedzącego na łóżku obok Możdżonka. Środkowy przyglądał się mu znad czytanej książki, unosząc lekko brwi.
Wepchnął telefon pod poduszkę.
- Z nikim - burknął. - I już nie piszę.
- To z kim już nie piszesz? - spytał siatkarz. Kubiak westchnął cicho.
- Marcin, odpuść - mruknął. - Z nikim.
Możdżonek spojrzał wymownie w popękany sufit. Odłożył książkę na stolik obok łóżka, uporczywie wpatrując się w zaciętą twarz przyjmującego.
- Misiek, co ty znowu kombinujesz?
Prychnął cicho.
- Już zaczynasz? - warknął. - Odpuść mi, po prostu się odpieprz.
Położył się na swoim łóżku, twarzą do ściany, ignorując obecność współlokatora. Starał się nie zwracać uwagi na jego poirytowane mruknięcia, udawał, że śpi.
Drgnął, słysząc nieco niepewne pukanie do drzwi. Niechętnie podniósł głowę.
- Co jest, Karol? - zapytał Możdżonek. Kłos oparł się plecami o framugę drzwi, przyglądając się rozciągniętemu na łóżku Kubiakowi.
- Ja właściwie mam sprawę do Miśka - wyjaśnił, zerkając niepewnie na przyjmującego. - Misiek, mogę?
Westchnął cicho, siadając i opierając się o ścianę.
- O co chodzi?
Kłos przygryzł nerwowo wargi, bawiąc się sznurkami sportowej bluzy.
- Rozmawiałem z Antigą - zaczął. - I chłopaki się chyba ze mną zgadzają... Poprosiłem go, żeby nie zmieniał kapitana - powiedział. - Jeśli się zgodzisz, będziesz dalej kapitanem reprezentacji.
Kubiak przymknął oczy, oddychając powoli. Przecież nawalił, przecież zwariował, przecież tę Ligę Światową przegrali. Przecież miał być kapitanem tylko na zastępstwo, tylko do powrotu Kłosa.
- Wszyscy uważamy, że nie ma nikogo lepszego od ciebie - dodał Możdżonek. - Nikt nie daje z siebie tyle na boisku. Z jakiegoś powodu na Bartka mówią Kura, a na ciebie Dzik.
Parsknął śmiechem. Pamiętał tamten mecz, poprzedni Puchar Świata, jego najsłynniejszą obronę, piłkę, którą i tak wtedy przegrali. Wtedy był kimś zupełnie innym, miał wrażenie, że teraz nie poznałby tamtego Michała na ulicy. Dorósł? W jakiejś części na pewno. Dojrzał. Zmienił się. Przede wszystkim zamknął w sobie.
Nie, to Ala go zamknęła. Jej odejście.
- Poza tym wiesz, kapitanem powinien być ktoś, kto cały czas będzie na boisku - odezwał się znowu Kłos. - Ja wracam po kontuzji, a Piter i Bieniu są w świetnej formie. Wiadomo, że jadę bardziej na sushi niż na granie.
Nie mógł nie słyszeć goryczy w głosie Karola. Jeszcze niecały rok temu sezon życia, reprezentacja, podstawowy środkowy kadry i w końcu wybrany do najlepszej drużyny Mistrzostw Świata. A potem kontuzja, przerwa, mozolny powrót do gry, znowu powołanie, ale przecież pojawił się Bieniek, nowa gwiazda. Młody, zdolny, nagroda dla najlepszego gracza w pierwszym meczu w reprezentacji.
Jego czekało to samo? Przecież już raz w tym sezonie kompletnie stanął, stracił głowę, musiał być zmieniony. A do Japonii jechał z nimi Artur Szalpuk, kolejny z tego nowego pokolenia, nadzieja na lata. Bardzo dobrze rokujący transfer do Czarnych Radom, prowadzonych przez Raula Lozano.  Czy za rok to on będzie siedział na ławce, bo zastąpi go chłopak młodszy o siedem lat?
Uśmiechnął się blado do Kłosa, przeczesując palcami włosy.
- W porządku - mruknął w końcu. - Jeśli Stephane się zgadza, jeśli chłopaki się zgadzają... zostanę kapitanem.
Obaj środkowi wyraźnie odetchnęli z ulgą.
- To dobrze - powiedział Możdżonek, uśmiechając się szeroko. - Prowadź do Rio, kapitanie.

Nabieg, odbicie, uderzenie w piłkę, po palcach w aut. Lądowanie na parkiecie, trzeba uważać, żeby nie dotknąć siatki. Punkt. Uśmiech na twarzy kolegów, pięść uniesiona w geście triumfu. Zagrywka, piłka rozpłaszczona na linii końcowej boiska. Następna trudna do odbioru, przechodząca piłka, wzorowo rozgrywana akcja. Punkt.
Uśmiechnął się lekko, wycierając twarz ręcznikiem. Powoli wszyscy zaczynali mieć dość zgrupowania, treningów, tej samej hali, chcieli wreszcie jechać do Japonii, walczyć o marzenia. Miał ich poprowadzić po zwycięstwo, ten wymarzony awans na igrzyska. Grali coraz lepiej, wszyscy, zanosiło się na to, że podczas turnieju zaprezentują naprawdę dobrą formę.
Uparcie wyrzucał z głowy Alę, pozwalał sobie na myśli o niej tylko wieczorem, przed zaśnięciem. Nie chciał o niej myśleć, nie chciał rozpamiętywać, ale przecież nie umiał przestać. Nigdy nie wyleczył się z tej miłości. A może inaczej, nigdy nie spotkał kogoś, dla kogo chciałby się wyleczyć.
W ciągu dnia skupiał się na treningach, na piłce, siatce i boisku, na tym, co znał najlepiej, co potrafił robić. Był kapitanem i musiał się zachowywać jak kapitan.
Pociągnął kilka łyków wody z pogiętej butelki i rzucił ją na podłogę pod ławką, tuż obok nogi Miki. Butelka potoczyła się, zatrzymując się na bucie młodego przyjmującego z Gdańska.
- Sorry - mruknął Kubiak. Mika nie odpowiedział, podniósł na niego zmęczony wzrok ciemnobrązowych oczu, uśmiechając się kącikiem warg. Znaczyło to mniej więcej tyle, co "w porządku, stary" wypowiedziane przez któregoś z kolegów z drużyny.
Ktoś klepnął go między łopatki, odwrócił się. Drzyzga uśmiechał się do niego szeroko, trzymając pod pachą piłkę.
- Misiek, przyznaj się, z kim ostatnio tak namiętnie piszesz - rzucił, szczerząc zęby. Westchnął cicho.
- Z nikim - odparł niechętnie. Wymienił kilkanaście wiadomości z Julią, zdawkowych, bez znaczenia. Ale łapał się na tym, że czekał na jakiś sygnał od niej, bo te rozmowy uwalniały go od męczących myśli o swojej przeszłości. A potrzebował tego odpoczynku.
Fabian prychnął cicho, rozglądając się wokół, szukając wzrokiem trenerów. Antiga i Blain rozmawiali z Buszkiem i Konarskim, uśmiechając się szeroko. Rozgrywający odwrócił głowę, spojrzał znowu na Kubiaka.
- Zaraz będzie tu Możdżon i nie damy ci spokoju. A poza tym zawsze możemy zadzwonić po Igłę i Gumę - powiedział półgłosem, unosząc lekko brwi.
- Straszycie mnie Gumą jak dzieci Babą Jagą - prychnął Michał. Drzyzga uśmiechnął się krzywo.
- Guma jest zdecydowanie straszniejszy - odparł. Usłyszał za plecami donośny śmiech Kurka i prychnięcie Możdżonka.
- W sumie ma rację - mruknął Bartek. - Dalej próbujecie go ratować? - spytał, patrząc na młodego rozgrywającego. Fabian pokiwał lekko głową.
- Koleś się musi wreszcie ogarnąć, od czterech lat przeżywa, że go dziewczyna zostawiła - powiedział ściszonym tonem, zerkając niepewnie na Kubiaka, mając nadzieję, że tego nie słyszy. - Potrzebujemy go w tej Japonii, bez niego nie mamy szans na bilety do Rio.
Nie słyszał, odwrócił się do nich plecami, ignorując rozmowy. Musiał wreszcie wziąć się w garść, raz na zawsze udowodnić im, że nie potrzebuje żadnej pomocy, że świetnie daje sobie radę, że zapomniał, wyleczył się, że już nie cierpi. Musiał wreszcie nauczyć się kłamać.

Od lat ten sam, popękany sufit. Od lat te same marzenia. Cztery lata temu wygrali awans na Igrzyska, był tam, w Japonii, nie grał może tyle, ile by chciał, ale pomagał drużynie, nawet, jeśli ta pomoc ograniczała się do poklepywania Bartmana na czasach. Tym razem miał odegrać pierwszoplanową rolę w tym morderczym turnieju, miał poprowadzić swoją drużynę, swoich przyjaciół, do zwycięstwa. Tego chciał, najbardziej na świecie.
Gdzieś na dnie jego umysłu tliła się myśl, że może ten sukces, że może medal na Igrzyskach, pozwoli mu odzyskać Alę. Podświadomie cały czas chciał o nią walczyć, nawet jeśli starał się wyprzeć ją z pamięci, zastąpić treningami i zdawkowymi rozmowami z Julią.
Przecież ją kochał, przecież chciał ją odzyskać, nawet, jeśli to wydawało się niemożliwe.
Drzwi pokoju otworzyły się powoli, do środka wkroczył Możdżonek, zerkając niepewnie na łóżko Kubiaka. Przyjmujący przewrócił oczami.
- Nie patrz się tak na mnie, nie zasztyletuję cię za próbę rozmowy - mruknął. Środkowy teatralnie westchnął z ulgą.
- To dobrze, już się bałem - odparł, ignorując rozdrażniony ton współlokatora. - Misiek, muszę ci o czymś powiedzieć.
Usiadł na łóżku, patrząc z troską na Kubiaka. Ten podniósł się nieco, opierając plecami o ścianę.
- Chłopaki jednak nie chcą kapitana, który traci nad sobą kontrolę? - spytał cicho. Marcin uśmiechnął się blado, kręcąc powoli głową.
- Nie o to chodzi, Michał - powiedział. - Chodzi... chodzi o Alę.
Kubiak zamarł, wpatrując się w przyjaciela szeroko otwartymi oczami. Serce biło mu jak szalone. Wystarczyło wspomnienie jej imienia, by zaczął tracić kontrolę, by zaczynał tracić zmysły.
- Co z nią? - wykrztusił.
- Spotkałem ją, wtedy w Stanach, jak była na meczu - zaczął niepewnie Możdżonek. - Poszliśmy z chłopakami na spacer, natknęliśmy się na nią na ulicy. Wiem, że uznasz to za wtrącanie się i pewnie zechcesz dać mi w ryj, ale... zapytałem jej, dlaczego ci to zrobiła. Dlaczego od ciebie odeszła.
Zamilkł, oboje milczeli. Bolesna cisza drżała pomiędzy nimi, w niedużym pokoju z pomalowanymi na biało ścianami.
- I? - spytał szeptem Kubiak. Bał się. Nie chciał znać odpowiedzi. Ale musiał ją przecież usłyszeć.
- Ona cię zdradzała, Misiek. Była z tobą dla pieniędzy, dla luksusu życia z dobrym, zawodowym sportowcem. Zdradzała cię, a kiedy ukrywanie tego stało się trudne, uciekła do Stanów. Przykro mi.
Znowu cisza, jeszcze bardziej bolesna. Jakby ktoś wepchnął mu rozżarzony pręt między żebra i obracał nim wokół własnej osi.
- Marcin... - odezwał się cicho. - Wyjdź.
 Nie musiał tego powtarzać, Możdżonek wstał i posłusznie opuścił pokój, zostawiając go samego z własnymi myślami.
Bolało, tak cholernie bolało. Ale pozbawiło go złudzeń. Pozbawiło go tej bezsensownej nadziei.

Teraz musiał ruszyć dalej, żyć, grać, ułożyć sobie życie od nowa. Teraz już nie mogło być miejsca dla Ali.

~*~
Przepraszam za długość, przepraszam za jakość, przepraszam za moją nieobecność u Was. Nadrobię, wszystko nadrobię.
Nie pisałam Kubiaka dokładnie 10 dni, zamknęłam Worda, przestałam o tym myśleć. Ale trzeba jakoś żyć dalej. 
Jeśli ktoś chce, zapraszam na green jumping, może trochę wyjaśnia. A może w ogóle.
Dziękuję Wam wszystkim, którzy czekaliście. I przepraszam, że znowu będziecie musieli czekać.